|
Jak
studiować?
Kurs
Cudów został podyktowany Helen Schucman i Billowi Thetfordowi gdy
nabrali przeświadczenia, że tak dalej być nie może i
razem doszli do wniosku, że musi być jakiś inny sposób
układania wzajemnych relacji osobistych, zawodowych i rozwiązywania problemów.
Gdy Helen stała się gotowa (czyli - gdy wszystko inne zawiodło),
Jezus, korzystając z jej chęci wrażliwości, wiedzy, umiejętności
i zdolności, podyktował jej materiał, który znamy dziś jako Kurs cudów.
Choć
dokument został przekazany tym dwojgu osobom, jego Autor od początku wyraźnie
dawał do zrozumienia, że za wyjątkiem wskazówek skierowanych tylko do
nich, jest przeznaczony również dla szerszego ogółu. Jednocześnie zastrzegł:
- Uniwersalna
teologia nie jest możliwa, ale uniwersalne doświadczenie jest nie
tylko możliwe, ale niezbędne.
- Kurs
jest jedną z wersji uniwersalnego programu nauczania, różniących się
od siebie formą. One wszystkie na końcu wiodą do Boga.
- Kurs
nie ma stać się podstawą nowego kultu. Kulty posługują się symbolami,
które po pewnym czasie zaczynają "żyć własnym życiem", utrudniając
naukę, dla której ułatwiania zostały zamierzone.
- Przerobienie
Kursu nie kończy procesu uczenia się. Po jego przerobieniu, zgodnie
z zawartymi w nim wskazówkami, student powinien zdobyć doświadczenie
pozwolające na odnalezienie Wewnętrznego Przewodnika, którego będzie
się radził we wszystkim.
- Nie
należy mieszać Kursu z innymi ścieżkami duchowego rozwoju.
Mieszanie różnych systemów myślowych jest jedną z obron ego,
stosowaną, by uniemożliwić osiągnięcie duchowego celu. Nie da się
iść do przodu, stojąc w rozkroku na dwóch rozchodzących się drogach.
Gdy to będziemy nadal czynić, nadejdzie moment, w którym przewrócimy
się. Winą za nasze niepowodzenie z pewnością obarczymy Kurs.
- Kurs
należy robić bez pośpiechu, ale w miarę szybko. Choć Autor nie zastrzega,
od czego należy zacząć, logika podpowiada, że wpierw należy przeczytać
Tekst, by przyswoić sobie aparat pojęciowy Kursu.
Lekcje należy praktykować zgodnie z zawartymi w nich instrukcjami
i zaleceniami; najlepiej wykonać je w jeden rok. W przeciwnym razie
ego będzie odzyskiwało siłę i wzmocni się, reinterpretując po swojemu
nauki Kursu. To, rzecz jasna, uniemożliwi osiągnięcie jego
celu.
- Chwile
spędzane z Kursem przygotowują nas do spędzenia reszty dnia.
Nie przyniesie nam wiele pożytku, gdy po przestudiowaniu fragmentu
tekstu lub wykonaniu lekcji wrócimy do dawnych nawyków myślowych,
przyzwyczajeń czy praktyk. Na ile wykluczamy czas lub dziedziny życia
ze stosowania w nich nauk Kursu, na tyle odmawiamy sobie
jego darów.
- Jakie
dary ma Kurs do ofiarowania? Nie oświecenie, nie poznanie,
lecz wolność od lęku, pokój i radość, w których wizja Chrystusa sama
zabłyśnie przed naszymi oczami, czyniąc możliwym nasze przebudzenie.
- Nie
zaprzeczajcie rzeczywistości fizycznego świata, bo czyniąc tak, pozbawiacie
go jakiejkolwiek użyteczności. A ma on wam wiele do ofiarowania. Ten
świat, właściwie widziany, jest pomocą naukową. Właśnie ten świat
macie ujrzeć oczyma przebaczenia - wizją Chrystusa, nie widzącą w
nim nic prócz świętości. Bez tego przebudzenie nie jest możliwe.
Z
pierwszych
trzech punktów wyliczanki wynika, że Kurs cudów nie jest dla
wszystkich. Helen kiedyś pozwoliła sobie zażartować: - Dzięki Bogu,
wreszcie coś dla intelektualistów, mając na myśli Urtekst,
zawierający mnóstwo informacji przydatnych w jej pracy zawodowej. Informacje
te nie znalazły się w żadnym z opublikowanych wydań Kursu, gdyż
przez redaktorów zostały uznane za zbyt specyficzne bądź osobiste - dla
niej lub Billa. To, co znalazło się w opublikowanych wydaniach nie wymaga
żadnej specjalistycznej wiedzy a jedynie chęci i uczciwości wobec
samego siebie. Z osobistego doświadczenia powiedziałbym, że w
Kursie cudów rozwiązanie swoich problemów mogą znaleźć wszyscy
ci, których inne ścieżki zawiodły do nikąd; gdy wszystko inne
zawiodło. Wtedy rzeczywiście potrzeba cudów.
|